Mediolan odwiedziliśmy na początku sierpnia ubiegłego roku. Nasze pierwsze włoskie miasto przyciąga corocznie miliony turystów, tętni życiem przez cały dzień i całą noc. Włoska (dla niektórych także europejska) stolica mody, do której zjeżdżają się projektanci z całego świata, posiada jednocześnie niesamowity, starożytny urok. Jest to jedno z najbogatszych miast na świecie. Czego tam szukaliśmy? Mody raczej nie, natomiast historii i architektury – tak. Znaleźliśmy Piazza del Duomo i okoliczne atrakcje.

Nie sposób nie wspomnieć iż udaliśmy się tam w ramach prezentu jaki dostałem od małżonki na okrągłe urodziny. Żonę pochwaliłem, zatem do rzeczy 😉 Wylądowaliśmy w piątek wieczorem w Bergamo (nie będę pisał czy tanie bilety czy nie, bo jak wspominałem – prezent…).  Do Mediolanu dostaliśmy się autobusem, które dość regularnie kursują nawet w godzinach wieczornych. Cena ok 5€. Nocne światła od razu zrobiły wrażenie na zmysłach, ale wiedzieliśmy, że najlepsze dopiero przed nami. Zaopatrzeni w pierwsze włoskie wino soki ruszyliśmy do hotelu w celu szybkiej regeneracji sił.

Katedra Piazza del Duomo – Mediolan

Następnego dnia rano było bardzo gorąco i parno. W Polsce z utęsknieniem i należytym przekonaniem patrzylibyśmy w niebo, bo za chwilę spadłby deszcz. W Mediolanie nic takiego nie miało miejsca, trzeba było się zebrać, ubrać i ruszyć w miasto. Mimo pogodowego dyskomfortu czuliśmy się bardzo pozytywnie, dlatego też pierwszym punktem naszego wyjścia było klasyczne, mediolańskie „must see”, czyli Piazza del Duomo. Znajduje się tam gotycka, XIV-wieczna Katedra Narodzin św. Marii.

Piazza del Duomo, katedraWszystkie drogi prowadzą do… katedry

Na plac pojechaliśmy metrem, które jest bardzo dobrze rozwinięte i łatwo znaleźć odpowiednie połączenie przesiadkowe. Wysiedliśmy na naszej docelowej stacji, przystąpiliśmy do szukania odpowiedniego wyjścia w gąszczu licznych schodów w górę i w dół. Zadawaliśmy sobie pytanie „które wyjście doprowadzi nas na TEN plac?”. Zdecydowaliśmy się na pierwsze z brzegu i o to jest! Nad naszymi głowami wyłania się ogromna, majestatyczna budowla, która robi niesamowite wrażenie. Obeszliśmy katedrę kilka razy dookoła (łącznie z bocznymi uliczkami), zrobiliśmy mnóstwo zdjęć, następnie siedliśmy na krawężniku i odpoczywając, próbowaliśmy chłonąć widoki ile się da. To, co rzuciło się w oczy to spora ilość karabinierów, którzy pilnowali bezpieczeństwa dookoła całego placu. Szczególnie skupiali swoją uwagę na wejściach do katedry i muzeum.

Katedra Piazza del Duomo

Katedra Piazza del DuomoTłumy, tłumy, tłumy…

Setki ludzi stało w kolejkach do katedry i na jej dach, gdzie widoki – zapewne – są jeszcze lepsze. Ten dzień uznaliśmy za spełniony jeśli chodzi o atrakcje, chcieliśmy dozować wrażenia i emocje i chłonąć je powoli. Skierowaliśmy się na obiad, znaleźliśmy dość szybko w bocznej uliczce pizzerię, bo jak to być w Mediolanie i nie zjeść pizzy? Wrażeń smakowych opisywać nie będę, bo ten kto nie był we Włoszech, ten kto nie jadł prawdziwej, włoskiej pizzy, ten nie zrozumie o co chodzi 😉 Wrażenie wizualne wyglądają jak poniżej. Nawet dzisiaj cieszą oko.

Widok z dachu katedry

Odczuwając zmęczenie, głównie powodowane upałem udaliśmy się do hoteliku, by nabrać sił na dzień następny. Cel był tylko jeden – tym razem dach katedry i jej wnętrze. Z ogromnym zapałem ruszyliśmy do kolejek, odstaliśmy swoje, aczkolwiek wszystko szło sprawnie. Kontrola na bramkach bardzo dokładna – łącznie z koniecznością wypicia (ściślej rzecz ujmując – zademonstrowania, że da się ją wypić) napoczętych butelek wody. Wybraliśmy drogę schodami, przede wszystkim są tam krótsze kolejki, a jeśli chce się zobaczyć coś ciekawego to moim zdaniem trzeba to odczuć w kościach. Zakręconymi, wąskimi schodami po kilkunastu minutach dotarliśmy na dach. Wrażenie niesamowite, mimo, że wysokość nie jest aż tak piorunująca (ok 100-115m). Przed nami rozpostarła się panorama Mediolanu, a oglądanie jej wśród 135 ozdobników (sterczyny, gargulce i inne rzeźby) było nie lada przyjemnością.

Minimalizm to podstawa

Po zejściu, idąc za ciosem udaliśmy się do wnętrza katedry. Tam, w przyjemnej atmosferze chłodu, oprócz odpoczynku przyszedł czas na wyciszenie od zgiełku otaczającego cały plac. Monumentalna budowla robi wrażenie także od środka, razi swoją wielkością, a jednocześnie minimalizmem. Nie znajdziemy tu przepychu złota i ozdób. Wszystko jest dostarczone w odpowiedniej ilości. Dla tych, którzy szukają ciekawostek – zwróćcie uwagę na posadzkę wnętrza. Znajdziemy tam mosiężną linię, która symbolizuje południk, przechodzący przez Mediolan.

Nie samą katedrą plac żyje…

Na koniec zwiedzania Piazza del Duomo odwiedziliśmy mediolański Dom Handlowy znajdujący się nieopodal katedry. Zarówno on, okoliczne uliczki jak i znajdujące się przy nich budynki wzbudzają zachwyt. Na wielu z nich można zauważyć mnóstwo detali i ozdobnych dodatków. Architekci popisali się bez wątpienia. Nie sposób znaleźć nowoczesne nieruchomości budowane z taką starannością. Każdy, kto wybiera się do Mediolanu powinien koniecznie mieć na swojej liście Piazza del Duomo, nawet pomimo poszerzającej się komercjalizacji tego miejsca i ogromnych tłumów odwiedzających. Beż wątpienia – bez zobaczenia placu i atrakcji dookoła ciężko można będzie nazwać zwiedzanie Mediolanu za spełnione. Później pozostaje tylko ruszyć w miasto. Szerokiej drogi!