Latem Chorwacja należy do morza. Jesienią przejmują ją trufle, kasztany, oliwki i papryka. To właśnie teraz najlepiej widać, jak różne są kulinarne tradycje Istrii, Kvarneru, Dalmacji, Slawonii i północnej części kraju. Ruszamy w podróż po Chorwacji, której nie znajdziemy na typowej mapie wakacyjnych atrakcji.
Jest coś niezwykłego w podróżowaniu za jedzeniem.
Nie trzeba szukać wielkiej atrakcji, wspinać się na punkt widokowy ani odhaczać kolejnego zabytku.
Czasem wystarczy usiąść przy stole.
W Chorwacji taki stół może opowiedzieć zaskakująco dużo.
O morzu i górach. O rzekach i żyznych polach. O wyspach, kamiennych wioskach i rodzinnych gospodarstwach. O przepisach przekazywanych z pokolenia na pokolenie.
A przede wszystkim o tym, że Chorwacja nie ma jednej kuchni.
Ma ich tyle, ile ma regionów.
Jesienią wszystko zaczyna się od zbiorów
Początek jesieni przynosi w Chorwacji szczególny moment.
Na targach pojawiają się produkty, na które mieszkańcy czekają przez cały rok. W kuchniach zaczyna się sezon na dania bardziej związane z lokalnymi zbiorami, a restauracje i rodzinne konoby chętniej sięgają po to, co właśnie pojawia się w okolicy.
W Lovranie królują kasztany.
Na Istrii — trufle.
W Dalmacji — oliwki.
Na północy — dynie, gryka i warzywa.
Na wschodzie kraju — papryka i ryby słodkowodne.
To właśnie dlatego jesień jest dobrym momentem, żeby podróż po Chorwacji zaplanować nie według plaż, lecz według smaków.
Istria. Polowanie na biały skarb
Jeśli istnieje miejsce, w którym jesień zaczyna się od kulinarnego polowania, jest nim Istria.
W lasach w okolicach Motovunu, Buzetu i doliny rzeki Mirny rozpoczyna się sezon białych trufli.
To jeden z najbardziej charakterystycznych produktów regionu, a sama wyprawa w poszukiwaniu trufli potrafi być atrakcją równie ciekawą jak późniejsza kolacja.
Pies.
Kosz.
Leśna ścieżka.
I człowiek próbujący znaleźć coś, czego właściwie nie widać.
Trufle rosną pod ziemią, dlatego ich poszukiwanie przypomina trochę poszukiwanie skarbu.
Chorwacka Organizacja Turystyczna opisuje Istrię jako region słynący z trufli, oliwy i winnic.
A potem przychodzi moment, dla którego właściwie wszyscy tu przyjeżdżają.
Stół.

Trufla nie potrzebuje wiele
Najciekawsze jest to, że biały trufel nie musi być dodatkiem do skomplikowanego dania.
Wręcz przeciwnie.
Jego charakter najlepiej wybrzmiewa w prostych potrawach.
W fritaji, lokalnej wersji omletu.
W makaronie fuži.
W pljukanci.
Kilka składników, trochę oliwy i produkt, którego aromat robi całą resztę.
To właśnie tutaj najlepiej widać jedną z zasad chorwackiej kuchni: jeśli masz dobry lokalny produkt, nie musisz go przykrywać dziesięcioma innymi.
Kvarner. Region, który w 2026 roku dostał kulinarne wyróżnienie
Kvarner ma w tym roku szczególny powód, żeby mówić o jedzeniu.
W 2026 roku został Europejskim Regionem Gastronomicznym.
I trudno się dziwić.
Ten region łączy trzy zupełnie różne światy: wybrzeże, wyspy i góry.
Każdy z nich ma własne produkty, przepisy i kulinarne przyzwyczajenia. Oficjalna organizacja Visit Kvarner podkreśla właśnie tę różnorodność, dzieląc regionalną kuchnię na nadmorską, wyspiarską i górską.
Na wybrzeżu królują krewetki kvarnerskie.
Na wyspach — sery, oliwa i ręcznie wyrabiane šurlice.
W Gorskim Kotarze — grzyby, dziczyzna i pstrąg.
A jesienią jest jeszcze jeden bohater.
Lovran pachnie kasztanami
W październiku w Lovranie pojawia się marun — lokalna odmiana kasztana, większa i słodsza od wielu popularnych odmian.
To nie tylko składnik kuchni.
To część lokalnej tożsamości.
Co roku odbywa się tutaj Marunada, festiwal poświęcony kasztanom. W 2026 roku impreza odbędzie się w Lovranie w dniach 9–11 października, a kolejne wydarzenia zaplanowano również w Dobřeć i Liganju.
Na miejscu można spróbować pieczonych kasztanów, deserów, a nawet produktów takich jak kasztanowe piwo czy brandy.
To jeden z tych festiwali, na których jesień można dosłownie zjeść.
Krewetki, które smakują jak Kvarner
Ale Kvarner to nie tylko kasztany.
Jego kulinarnym symbolem są również krewetki kvarnerskie.
Można je zjeść na grillu, w risotto albo w buzara — duszone w sosie z oliwy, czosnku i pietruszki.
A później wystarczy przeprawić się na jedną z wysp.
Krk.
Cres.
Lošinj.
Rab.
I nagle menu zmienia się po raz kolejny.
Pojawiają się sery owcze, oliwa, jagnięcina, prosciutto z Krku i šurlice, czyli charakterystyczny lokalny makaron.
Co ciekawe, tradycyjne šurlice wciąż są ręcznie formowane.
To nie jest więc kuchnia wymyślona na potrzeby turystów.
To kuchnia, która po prostu nadal żyje.
Dalmacja. Tutaj jesień ma kolor oliwy
Jesienią Dalmacja wygląda trochę inaczej niż w środku sezonu.
Plaże pustoszeją.
Miasteczka zwalniają.
A wśród kamiennych murków zaczyna się praca przy drzewach oliwnych.
Zbiór oliwek to jeden z najważniejszych jesiennych rytuałów regionu.
Na wyspie Brač tradycja jest na tyle ważna, że organizowane są tutaj nawet Mistrzostwa Świata w Zbieraniu Oliwek.
To wydarzenie jest czymś więcej niż konkursem.
Pokazuje, jak zwyczajna z pozoru praca stała się częścią lokalnego dziedzictwa.
I jak bardzo kuchnia może być związana z krajobrazem.
Bo trudno wyobrazić sobie Dalmację bez oliwek.

Dalmacja ma jednak znacznie więcej niż oliwę i ryby
W lokalnej kuchni znajdziemy potrawy, które mają własne historie.
Jedną z nich jest soparnik — cienki placek z nadzieniem z blitvy, czyli buraka liściowego.
Danie związane jest z dawną Republiką Poljičką.
Jest też pašticada, długo przygotowywane danie mięsne, oraz crni rižot, czarne risotto, którego kolor pochodzi z atramentu kałamarnicy.
To zupełnie inne oblicze Dalmacji.
Nie tej z folderu z plażą i leżakiem.
Tylko tej, która zaczyna się wtedy, gdy turysta odchodzi od wybrzeża i pyta:
„A co jedzą tutaj mieszkańcy?”

Slawonia. Chorwacja bez Adriatyku
Jeżeli ktoś uważa, że chorwacka kuchnia musi oznaczać owoce morza, wystarczy pojechać na wschód.
Do Slawonii.
To region rzek, żyznych pól i rolniczych tradycji.
Tutaj na talerzu nie dominuje Adriatyk.
Dominuje papryka.
Jednym z najbardziej charakterystycznych dań jest fiš paprikaš — pikantna zupa przygotowywana z kilku gatunków ryb słodkowodnych, cebuli, pomidorów i mielonej papryki.
Bliskość Dunaju i Sawy sprawiła, że ryby od dawna są ważnym elementem kuchni tego regionu.
A obok nich pojawia się kulen — aromatyczna wieprzowa kiełbasa z papryką i czosnkiem.
To Chorwacja, której wielu turystów po prostu nie zna.
Północ kraju. Olej, który trafia nawet do lodów
Jeszcze inny świat czeka na północy.
W Međimurju, regionie położonym między Murą a Drawą, jednym z charakterystycznych produktów jest olej z pestek dyni.
Lokalnie nazywany crno ulje.
Ciemny, intensywny, charakterystyczny.
Trafia do sałatek, zup i dań głównych.
Ale kuchnia potrafi pójść jeszcze dalej.
Olej z pestek dyni można znaleźć również w lodach.
To jeden z tych smaków, które brzmią dziwnie, dopóki człowiek ich nie spróbuje.
Zagorje ma swoją odpowiedź na comfort food
Niedaleko znajduje się Zagorje.
Tutaj królują štrukli — ciasto wypełnione świeżym serem, które można gotować albo zapiekać.
To proste danie.
I właśnie w tej prostocie tkwi jego siła.
Nie ma tutaj egzotycznych składników.
Jest mąka, ser i tradycja.
A czasem właśnie takie potrawy mówią o regionie więcej niż najbardziej wyrafinowane danie w restauracji.
„Kuchnia jest jednym z najlepszych sposobów poznawania różnorodności Chorwacji”
„Kuchnia jest jednym z najlepszych sposobów poznawania różnorodności Chorwacji, ponieważ każdy region posiada wyjątkową ofertę gastronomiczną. Jesienią widać to szczególnie dobrze. Rozpoczyna się czas zbiorów, na stoły trafiają sezonowe produkty, a podróż może prowadzić przez malownicze krajobrazy i miejsca związane z regionalną kuchnią” – mówi Małgorzata Kowalska, dyrektor przedstawicielstwa Chorwackiej Wspólnoty Turystycznej w Polsce.
I trudno o lepsze podsumowanie tej podróży.
Bo jesienna Chorwacja nie jest już tylko krajem, do którego jedzie się po słońce.
Jest krajem, do którego można pojechać po smak.
Pięć regionów, pięć różnych historii
Można ułożyć z tego niezwykłą kulinarną trasę.
🇭🇷 Istria
Białe trufle, fuži, pljukanci i oliwa
🌰 Kvarner
Maruni, krewetki kvarnerskie i šurlice
🫒 Dalmacja
Oliwki, soparnik, pašticada i crni rižot
🌶️ Slawonia
Papryka, fiš paprikaš i kulen
🎃 Međimurje i Zagorje
Olej z pestek dyni, gibanica i štrukli

Każdy z tych regionów jest inny.
I właśnie dlatego jesień może być jednym z najlepszych momentów na taką podróż.
Chorwacja, której nie widać z plaży
Jest jeszcze jeden powód, dla którego warto spojrzeć na Chorwację jesienią.
To pora roku, kiedy łatwiej zobaczyć, jak naprawdę żyją poszczególne regiony.
W Lovranie można trafić na festiwal kasztanów.
Na Istrii — na targ z truflami.
Na Braču — zobaczyć zbiór oliwek.
W Slawonii — spróbować fiš paprikaša.
A na północy kraju odkryć, że olej z pestek dyni może być czymś znacznie więcej niż dodatkiem do sałatki.
To podróż, w której krajobraz i kuchnia są ze sobą nierozerwalnie związane.
Morze daje krewetki i oliwki.
Lasy — trufle i grzyby.
Pola — dynie, paprykę i zboża.
Rzeki — ryby.
A ludzie zamieniają je w potrawy, których przepisy często mają znacznie dłuższą historię niż niejeden współczesny kurort.
Dlatego jeśli ktoś pyta, kiedy warto pojechać do Chorwacji, odpowiedź nie musi brzmieć: lipiec albo sierpień.
Może brzmieć: jesienią.
Bo wtedy Chorwacja przestaje być tylko miejscem na wakacje.
Staje się historią opowiadaną przy stole.